Kiedy wychodziła odwróciłem wzrok ; nie mogłem patrzeć jak odchodzi. To było okropne, chciałem za nią biec, ale chłopacy mnie przytrzymali. Oni nie rozumieli, nie rozumieli nic. Podszedłem do ściany i uderzyłem w nią pięścią z całej siły. Bolało, ale nic nie bolało tak bardzo jak uczucie pustki, które pożerało mnie od środka.
-Stary, co się przejmujesz?! - Liam podchodzi do mnie i klepie mnie po ramieniu.- Przecież to i tak był tylko zakład...
Już mam coś powiedzieć, ale telefon Liama zaczyna dzwonić.
-To pilne, muszę odebrać- mówi i wychodzi na korytarz zamykając za sobą drzwi.
Kiedy wychodzi zapada dziwna cisza. To dziwne, że to właśnie Liam zawsze wie co powiedzieć w takich sytuacjach. Może to nie takie dziwne, w sumie jest najstarszy z nas wszystkich. Kiedy słychać dźwięk otwierania drzwi oddycham z ulgą.
-Posłuchaj mam propozycje...
- Nie mam na nic ochoty..
- Daj mi szansę- podnoszę ręce w geście poddania- więc, może pójdziemy do mojego klubu, trochę się odprężymy, to ci pomoże.
Taka rada nie pasuje do Liama, ale i tak nie mam pomysłu co robić więc się zgadzam.
Kolejka przed klubem jest naprawdę imponująca, ale znając właściciela klubu nie trzeba się o to martwić. Siadamy w strefie V.I.P i zamawiamy alkohol. Każdy po jednym drinku i kolejkę szotów. Skąpo ubrana kelnerka po chwili przynosi nam zamówienie. Uśmiecha się jeszcze, ale kiedy zauważ brak zainteresowania jej osobą odchodzi. Całą swoją uwagę skupiam na kolorowej mieszance soków i wódki w moim drinku. Louis kilka razy próbował podjąć rozmowę, ale kompletnie go olałem. Teraz mam lekkie wyrzuty sumienia, w końcu to mój najlepszy przyjaciel. Złe myśli opuszczają moją głowę z kolejnym łykiem odurzającego napoju. Nagle muzyka cichnie co lekko mnie zbija z tropu. Podnoszę wzrok na chłopaków i nie odnajduję Liama. Kiedy otwieram usta , żeby coś powiedzieć przez mikrofon słyszę głos mojego przyjaciela.
- Panie i panowie, dzisiaj po raz pierwszy mam zaszczyt przedstawić wam Lily Carter!!! Umili nam dzisiejszy wieczór.Powitajcie ją brawami.
Na scenę wchodzi niebieskowłosa dziewczyna z gitarą w ręku. Jest trochę onieśmielona, ale uśmiecha się. Wymienia uścisk z Liamem, kiedy on schodzi ze sceny dziewczyna lekko przytakuje głową, jak i się wydaje w jego stronę, i w głośnikach rozbrzmiewa muzyka. Po krótkim wstępie słychać jej głos:
Uh huh, yeah
Baby I seen the chick you're with
Wish that I never did (Oh, oh, uh)
P-p-perfect and five foot ten
Wish that I never did (Oh, oh, yeah)
Cuz I know I've been wastin' time
Tryin' to catch your eye (Oh, oh, uh)
Yeah, I know that I've been so blind
Thinking that I'm your type
And now I'm at home, I'm all alone
Bout to pick up the telephone
Got to call my Genie so he knows
Baby I seen the chick you're with
Wish that I never did (Oh, oh, uh)
P-p-perfect and five foot ten
Wish that I never did (Oh, oh, yeah)
Cuz I know I've been wastin' time
Tryin' to catch your eye (Oh, oh, uh)
Yeah, I know that I've been so blind
Thinking that I'm your type
And now I'm at home, I'm all alone
Bout to pick up the telephone
Got to call my Genie so he knows
Najbardziej zadziwia mnie to, że ona nie śpiewa...ona rapuje, i to całkiem nieźle.Znowu krótka przerwa i zaczyna się refren:
Yeah, I wish I was tall
I wish I was fast
Wish I could shop with a bag full of cash
Cuz if I want you, I gotta have that
(Come, come, kiss me boy)
I wish I had style
I wish I had flash
Wish I woke up with a bag full of cash
Cuz if I want you, I gotta have that
(Come, come, kiss me boy)
Jeszcze przed końcem pierwszej piosenki Liam wraca do stolika. Posyła mi pytające spojrzenie i szeroko się uśmiecha.
- Niezła jest- wyprzedza mnie Zayn.
- Skąd ją znasz, stary??- Nialler nie przestaje sie na nią gapić.
- Powiedzmy, że to stara koleżanka.
- Nialler, zamknij buzie zanim zaczniesz się ślinić- wszyscy wybuchają śmiechem na głupi komentarz Louis. Nawet ja się śmieję, pierwszy raz odkąd Victoria mnie zostawiłą. Właśnie Victoria. Momentalnie czuję, że moje ust wykrzywiają się w grymasie. Ciekwe co teraz robi? Mam nadzieje, że jest bezpieczna i ma gdzie spać.
- Zaraz wracam - mówię do chłopaków i przeciskam się wśród tłumów.
Kiedy jestem na już na zewnątrz wyciągam telefon i wybieram cykl cyfr tak dobrze mi znany. Po 10 nieodebranych połączeniach i milionach sygnałów, które dają nadzieje, że jendak odbierze zrezygnowany wracam do środka. Po drodze zmawiam najmocniejszego drinka i ze szklanką wracam do przyjaciół...
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
na pierwszy rozdział długo musieliście czekać, jeśli wgl ktokolwiek czekał...nw czy jest sens wgl to pisać
postanowiłam , ze jeśli nie bd tu żadnego komentarza to zawieszę tego bloga..no cóż mam nadziej ze to nie był ostatni rozdział